Szukając śladów Franciszka w pierwszym rzędzie trzeba sięgnąć do jego korzeni...
Gdybyśmy przeprowadzili quiz: osoba – miasto, chyba wszyscy bezbłędnie połączyliby: święty Franciszek – Asyż.
To prawda. Miasto we włoskiej Umbrii jest miejscem narodzin, życia i śmierci naszego świętego. Tam także znajduje się jego grób. W obecnym roku, zwłaszcza ostatnio: między 22 lutego a 22 marca, nawiedzają go setki tysięcy pielgrzymów. Przez trzydzieści wielkopostnych dni namacalnym znakiem obecności Biedaczyny, który swoją pokorą i ubóstwem miał odbudować Kościół, stały się wystawione publicznie (praktycznie po raz pierwszy od 800 lat) jego szczątki.
Co przyciąga tak wielu ludzi do Asyżu? Wśród zabiegania, trosk i strachu współczesnego świata, miasto św. Franciszka pozostaje jakby „światełkiem nadziei” przypominającym, że pax et bonum (pokój i dobro) są możliwe. To niezwykle
ważne i wymowne, szczególnie teraz, kiedy inne miasto – Jerozolima, nazywana „Miastem Pokoju” o wiele bardziej niestety kojarzy się z wojną niż z hebrajskim słowem „szalom” (pokój).
Czym jednak jest prawdziwy pokój? W perspektywie politycznej, często utożsamiany z brakiem konfliktów zbrojnych,
zaś w odniesieniu do samego człowieka – rozumiany jako swego rodzaju „wyciszenie, uczucie równowagi, emocjonalne zadowolenie”. Czy jednak faktycznie o to chodziło Jezusowi, kiedy mówił do swoich uczniów: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat” (J 14, 27)?
Papież Leon w Orędziu na Światowy Dzień Pokoju 2026 zauważa, że Jezus powiedział te słowa tuż przed pojmaniem,
a więc w chwili, która nie tyle miała trwać u Apostołów jako „błogi stan”, ale już zaraz przemieniła się w burzę wątpliwości
i pytań. I nie chodziło tylko o przemoc, jakiej Jezus doświadczył. Ojciec święty podkreśla, że powodem zaniepokojenia uczniów była Jego pokojowa odpowiedź. Drogę tę kwestionowali wszyscy – Piotr jako pierwszy… Droga Jezusa jest nadal powodem niepokoju i strachu. A On stanowczo powtarza tym, którzy chcieliby Go bronić: „Schowaj miecz do pochwy”.
Na czym więc polega prawdziwy pokój? Odpowiedź również znajdujemy w słowach Leona XIV, który podobnie jak jego poprzednicy, z determinacją podkreśla, że pokój, pochodzący od Boga, jest „nieuzbrojony”. I nie chodzi jedynie o to, aby na świecie zaprzestano handlu bronią i działań zbrojnych. Na tzw. „wielki świat” nie mamy zbyt dużego wpływu, oczywiście poza modlitwą.
W Orędziu na tegoroczny Wielki Post papież zwraca uwagę, że priorytetem w budowaniu pokoju jest rozbrojenie serca
i języka – z raniących słów, osądów, oszczerstw i nieprzebaczenia. I dodaje: Starajmy się nauczyć ważyć słowa
i pielęgnować uprzejmość. W tym nauczaniu Ojca Świętego bardzo mocno widać ślady tego, co zostawił nam
św. Franciszek.
On po swojej wewnętrznej przemianie również „nie zatrzymał” wszystkich wojen ówczesnego czasu. Może odczuwał „dyskomfort” i smutek, że w jego mieście, kraju, a nawet w Kościele nie jest realizowane przykazanie miłości. Może, podobnie jak Jonasz, wolałby porzucić „upadłą Niniwę” i zanurzyć się w morze (s)pokoju, a jednak… pozostał TAM, gdzie, jak sam wyznał w znanej modlitwie, panowała nienawiść, krzywda, zwątpienie. Pozostał, aby być znakiem pokoju. Podobnie jak w Ewangelii św. Jan pod krzyżem, Franciszek swoim życiem ukazywał i wciąż ukazuje ludziom,
którzy się zagubili, że z przebitego boku Jezusa wytrysnęły Krew i Woda… Promienie miłosierdzia, mające
moc przemienić to,
co w nas złe, w jasnego gołębia pokoju i pełne dobra kochające serce.
„Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju.
Tam, gdzie nienawiść – pozwól mi siać miłość,
gdzie krzywda – przebaczenie,
gdzie zwątpienie – wiarę,
gdzie rozpacz – nadzieję,
gdzie mrok – światło,
gdzie smutek – radość”
/fragment modlitwy św. Franciszka/
Małgorzata Sar